czwartek, 30 czerwca 2011

Powrót do cywilizacji?

Spokojne chwile skończyły się w mgnieniu oka. Trzeba było spakować walizkę i wyruszyć...
Wcześniej jeszcze zrobiliśmy pożegnalne ognisko, z sosem czosnkowym rodem z piekła. Rodem z piekła była też temperatura. Nakurwiało żarem.







Rano trzeba było wstać więc położyliśmy się stosunkowo wcześnie. A Wombat jeszcze mi za pozował do aktu na łóżku. Zasnąć się nie dało z gorąca a otworzyć okna przez komary. I tak źle i tak niedobrze.


Podróż do Poznania to 3km piechotą do szosy i godzina w autobusie, w którym można było umrzeć z gorąca. Ale dojechaliśmy więc pierwszą myślą było, PIWO. Aga zabrała nas do świetnego pubu gdzie ugasiliśmy pragnienie i nabraliśmy siłę na dalszą podróż.

 Oto własnie Aga polująca na Grzesia...

i Grześ jak zawsze z dziwną miną.


W drodze kilka elementów infrastruktury przyciągnęło mą uwagę.

Dotarliśmy do firmy i okazało się że jest jeszcze czas do pociągu chłopaków więc stwierdziliśmy zagospodarować sobie jakoś czas.




Po odjeździe Arka i Andrzeja postanowiłem jeszcze trochę pozwiedzać i wraz z Agą i Grzesiem poszliśmy coś zjeść, wróć najpierw kupiłem sobie prezent z Poznania a mianowicie harmonijkę ustną prawie "Bluesówkę". Oraz po prezent dla chrześniaka Agnieszki. Idąc tam wszyscy wręczali mi ulotki a ja zbierałem aż uzbierała się ich niezła kolekcja. Weszliśmy do sklepu z zabawkami i znaleźliśmy z Grzechem wiele fajnych rzeczy: samplery, resoraki, lego i dinozarły. Gdy zostaliśmy brutalnie zabrani ze sklepu przez Panią Agnieszkę usiedliśmy na ławce i... Miałem sporo ulotek więc postanowiłem przekazać je dalej w dobre ręce bo ja się już zapoznałem z treścią.



Dziękuję Wam wszystkim za ten cudownie spędzony czas.

środa, 29 czerwca 2011

"Cywilizacjo wróć..."

Dnia pięknego, postanowiłem wybrać się w daleką podróż do Potrzanowa. Zacząłem od tego, że byłem 5 minut przed pociągiem kolo dworca ale wejście zostało zamknięte i trzeba było iść do okola więc pociąg zdążył mi uciec. Spotkałem się jeszcze na chwile z Ewą i zakupiłem bilet na kolejny pociąg stojąc w przerażająco długiej kolejce. Wsiadłem z nowo powstałego peronu i z nudów odpaliłem pokera w telefonie (przeświadczony że mam pełną baterię). Oczywiście błędne myślenie skończyło się tym ze zdążyłem wykonać tylko jeden telefon z informacją, że jestem w Lesznie. I komórka padła więc, wyjąłem kolejną zabawkę, aparat.

 Założyłem 276mm i strzelałem przez szybę w pociągu.

 Potem zebrało mnie na zabawy zoomem.

Dotarłem do Poznania i kierowałem się w stronę dworca PKS i oczywiście źle skręciłem i musiałem obejść cały dworzec dookoła by trafić pod główną bramę. W autobusie skwar ale postanowiłem porobić kolejne zdjęcia przez szybę:


 W Sławie Wielkopolskiej gdzie mieli na mnie czekać pożegnałem autobus i okazało się ze jestem sam w szczerym polu. 

 Obrałem kierunek dalszej podróży, z nadzieją ze dotrę do domu Agnieszki albo choćby spotkam kogoś, kto mi powie jak tam dojść (po chwili krzyczałem "CYWILIZACJO WRÓĆ".

 Przechodziłem koło kilku bardzo ciekawych miejsc.

 W pełnym skwarze, tachając bagaże, spotkałem kobietę, która wskazała mi drogę.


Dotarłem!

Dziś rano opalanko na pomoście, kąpiel w jeziorze, a teraz idę na kajak dalej ciesząc się spokojem...

niedziela, 26 czerwca 2011

Dzieci z dzielnicy "B"

 Po zdanych egzaminach a zarazem zaliczeniu pierwszego semestru, dodam ze w indeksie mam same piątki i czwórki co mnie bardzo cieszy, wybrałem się z Ewą i Jackiem na Nadodrze. Byłem tam już wcześniej z Ewą pstrykając zdjęcia dla Karola, to te które wywoływałem kliszę własnymi rękami. Chcieliśmy tym razem odwiedzić te dzieci, te które oprowadzały nas po rozpadającej się kamienicy. Tym razem czegoś zabrakło...
















Zabrakło dzieci, tych które wtedy bawiły się tam. Zabrakło tych dwóch chłopców, którzy nas oprowadzali po "swoich włościach". Jednak poszliśmy z chęcią odwiedzenia ich...

niedziela, 19 czerwca 2011

Dni Kwidzyna 2011

Redakcja MLODYKWIDZYN.COM poprosiła bym zrobił relacje z dni miasta. Więc miałem wyjechać w czwartek wieczorem z Wrocławia. Akurat... Wylądowałem na wyspie i oczywiście musiałem tam coś wypić. W drodze do domu zgubiłem słuchawki ale bez mandatu rowerem do domu dotarłem. Zrobiłem sobie jajecznice i miałem wraz z moją szwagierką jechać o 5 rano. Obudziła mnie 5 minut przed wyjściem z domu a ja, nie spakowany. Biegiem na dworzec w pogoni za Pati i za uciekającym pociągiem. Dotarłem 2 minuty po odjeździe więc zakupiłem bilet na najbliższe połączenie i jako, że posiadałem godzinę czasu to pojechałem jeszcze zmyć gary o których zapomniałem. Wyszedłem z domu, oczywiście zapomniałem kluczy. Michał na szczęście nie spał i zrzucił mi je z balkonu więc pobiegłem na autobus. Oczywiście ten mi uciekł. Pojechałem kawałek tramwajem a potem biegiem na PKP. Znów się spóźniłem, fuck. Wymieniłem bilet i stwierdziłem, że mam czas na zdjęcia.

 W czasie kupna biletu we Wrocławiu.

 W Toruniu znalazłem ciekawy tylko ten dach i spotkałem się z Robertem.

 Muchy w pociągu do Grudziądza.


Tam spotkało mnie 2 godzinne oczekiwanie więc znalazłem zajezdnie, mało co mnie Pan dyspozytor nie zabił.

W końcu dotarłem, po 13h w podroży, zjadłem zapakowałem sprzęt i na zdjęcia. Nie będę pokazywał zdjęć reportażowych tylko te z których się najbardziej cieszę. Trafiłem kilka pięknych kadrów: