Wcześniej jeszcze zrobiliśmy pożegnalne ognisko, z sosem czosnkowym rodem z piekła. Rodem z piekła była też temperatura. Nakurwiało żarem.
Rano trzeba było wstać więc położyliśmy się stosunkowo wcześnie. A Wombat jeszcze mi za pozował do aktu na łóżku. Zasnąć się nie dało z gorąca a otworzyć okna przez komary. I tak źle i tak niedobrze.
Podróż do Poznania to 3km piechotą do szosy i godzina w autobusie, w którym można było umrzeć z gorąca. Ale dojechaliśmy więc pierwszą myślą było, PIWO. Aga zabrała nas do świetnego pubu gdzie ugasiliśmy pragnienie i nabraliśmy siłę na dalszą podróż.
Oto własnie Aga polująca na Grzesia...
i Grześ jak zawsze z dziwną miną.
W drodze kilka elementów infrastruktury przyciągnęło mą uwagę.
Po odjeździe Arka i Andrzeja postanowiłem jeszcze trochę pozwiedzać i wraz z Agą i Grzesiem poszliśmy coś zjeść, wróć najpierw kupiłem sobie prezent z Poznania a mianowicie harmonijkę ustną prawie "Bluesówkę". Oraz po prezent dla chrześniaka Agnieszki. Idąc tam wszyscy wręczali mi ulotki a ja zbierałem aż uzbierała się ich niezła kolekcja. Weszliśmy do sklepu z zabawkami i znaleźliśmy z Grzechem wiele fajnych rzeczy: samplery, resoraki, lego i dinozarły. Gdy zostaliśmy brutalnie zabrani ze sklepu przez Panią Agnieszkę usiedliśmy na ławce i... Miałem sporo ulotek więc postanowiłem przekazać je dalej w dobre ręce bo ja się już zapoznałem z treścią.
Dziękuję Wam wszystkim za ten cudownie spędzony czas.

















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz