Pojechałem tam w raz w rodzicielką i już od progu zrobiło się rodzinnie. Odebrał nas z dworca syn Andrzeja Maciek i pojechaliśmy na obiad. Wtedy poznałem najmłodszego Borysa.
Ale do brzegu szwagier bo się potopimy. Trafiliśmy na wystawę i od razu klimat mnie zachwycił. Wszystko dopięte na ostatni guzik. Spójna całość 40 lat twórczości wujka podzielona na 4 sale w każdej zawarte jedno dziesięciolecie. Choć wcześniej widziałem już część prac to i tak byłem zachwycony. Każdy kadr wymuskany i przemyślany. Oprócz zdjęć występy artystyczne, przemówienia, nagrody i upominki. Oto kilka zdjęć które udało mi się "ustrzelić" podczas tej imprezy:
Jakiś fotograf nie omieszkał poszukać sobie modelki.
Po wystawie dużym gronem wybraliśmy się do pubu na piwo.
Były wspominki, opowieści i dyskusje. Gdy wszystko się skończyło pojechaliśmy do Klonowa. Urocza miejscowość. Cisza, spokój, brak zasięgu. To ostatnie podobało mi się najbardziej. Odpocząłem trochę od wielkomiejskiego zgiełku po czym rano zrobiłem jeszcze kilka zdjęć i wyruszyłem w podróż do Wrocławia.
Wyruszyłem to dobre słowo. Po wstawieniu mojej mamy do pociągu do Gdańska usłyszałem z megafonów, że mój dyliżans jest opóźniony bagatela dwie i pół godziny. Co można robić w Kielcach tyle czasu? Nie wiem ja poszedłem na zdjęcia.
Kiedy już łaskawca przybył na dworzec oczywiście cały zapchany ludźmi, wsiadłem i pojechałem. W czasie szukania miejsca stanąłem na korytarzu i zapaliłem papierosa. Sprawdzacz biletów zwany konduktorem zaprosił mnie na przód na rozmowę. Zaproponował mandat i wtedy zaczęła się licytacja. Skończyło się na zniżce studenckiej w wysokości 10 złotych do ręki i oddelegowałem się do swoich czynności.











Brak komentarzy:
Prześlij komentarz